Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Odwet na pomnikach

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Końcowy fragment dzisiejszej ulicy Jeleniogórskiej w Bolesławcu przebiega przy ogrodzeniu zbiornika retencyjnego – a jednocześnie ośrodka wodnego „Leśny Potok”. Obiekt ten w 2015 roku uruchomiono na miejscu, gdzie przed drugą wojną światową istniała niemiecka restauracja „Leśny Zamek” i duży wtedy staw, graniczący z jej dziedzińcem.
Odwet  na  pomnikach

Odwet  na  pomnikach
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Odwet  na  pomnikach
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Odwet  na  pomnikach
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Akwen umożliwiał przejażdżki łodziami, natomiast w rosnącym po przeciwnej stronie szosy lesie wytyczono sieć spacerowych ścieżek z ławeczkami, tworząc w ten sposób rozległy park.

Urozmaicona rzeźba terenu dodawała mu naturalnego uroku, szczególną atrakcję zapewniało sztuczne wejście do kopalnianej sztolni, był też teatr leśny i zasilane strumieniem, malownicze oczko wodne z wysepką. Na stromym zboczu posadowiono kamienne schody, prowadzące pierwotnie do niewielkiej chatki. Schowana obecnie za płotem akustycznym leśniczówka uzupełniała wizerunek całego kompleksu rekreacyjnego.

Teren ten, gremialnie odwiedzany przez mieszkańców miasta i przyjezdnych gości, stał się też miejscem lokalizacji kamieni pamiątkowych i pomników. Bodaj pierwszy ustawiono 22 października 1892 roku przy głównej trasie spacerowej. Miał wysokość jednego metra, jego płasko obrobioną, przednią część zdobiła złota inskrypcja „Ed. Scholz”. Dziś próżno go szukać.

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej piękno rekreacyjnego terenu wykorzystano jako szczególne tło dla trzech, oddalonych od siebie monumentów, upamiętniających niemieckich żołnierzy, pochodzących z Bolesławca i okolic miasta, poległych w latach 1914 – 1918. Do dzisiaj przetrwał jednak tylko głaz, przypominający czterech leśników, ofiary tej militarnej rzezi. Niedawno został on podniesiony i odrestaurowany przez harcerskich instruktorów z bolesławieckiego hufca ZHP.

Jeden z dwóch pozostałych, zniszczonych pomników, miał formę piaskowcowego krzyża, wznoszącego się nad pagórkiem, usypanym w miejscu, gdzie pierwotnie stał leśny domek. Prowadziły do niego istniejące już wcześniej kamienne schody. Odbywały się przy nim uroczystości, połączone ze składaniem wieńców.

Drugi monument zlokalizowano znacznie bliżej centrum miasta, na obrzeżu kompleksu rekreacyjnego, stanowiącego część „Leśnego Zamku”. Tu przy kilku stawkach hodowlanych opodal ulicy Jeleniogórskiej także usypano niewielkie, płaskie podwyższenie, na którym wzniesiono granitowy pomnik. Był to duży, częściowo obrobiony do odpowiedniego kształtu głaz, poświęcony pamięci niemieckich żołnierzy z 19 regimentu piechoty Landwehry – jednostki wojskowej, określonej niegdyś jako formacja drugiej kolejności formowania.

Przez kilkadziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej owe trzy pomniki stały na swoich miejscach. Przybywający po roku 1945 do Bolesławca polscy osadnicy mieli za sobą tragiczne przeżycia, kojarzące się z Niemcami, germańskie napisy i monumenty były dla nich czymś obcym – a nawet wrogim. W potocznym odbiorze symbolizowały bowiem pruski militaryzm, łączony w naturalny sposób ze zbrodniczymi najeźdźcami z 1939 roku, siejącymi w Polsce zniszczenie i śmierć. Część pomników, cmentarzy a nawet świątyń zdewastowano, wyładowując swoją frustrację i gniew. W większości przypadków był to jednak pospolity wandalizm.

Bolesławiecki pomnik wojenny w kształcie krzyża rozwalono dopiero w roku 1965, gdy nowe pokolenia nie znały już z autopsji traumy wojny. Głaz postawiony nad stawami hodowlanymi też przetrwał kilkadziesiąt lat, nim ktoś wszczął spóźnioną krucjatę przeciwko monumentowi, dedykowanemu przez bliskich osobom, ginącym na bitewnych polach.

Też byli czyimiś ojcami, synami, mężami lub dziadkami, nikt ich zapewne nie pytał, czy chcą iść zabijać lub dawać się zabić. To z bezpiecznych gabinetów politycy wszelkiej maści wysyłali zawsze na śmierć rzesze ludzi, których kres z dala od domów opłakiwały później osierocone dzieci, żony lub matki. Trudno więc postawić znak równości pomiędzy wojskowymi zbrodniarzami wojennymi, wszczynającymi militarne konflikty - oraz przestępczymi politykami, realizującymi swoje chore, terytorialne bądź pseudorasowe ambicje - a milionami bezsensownie ginących z ich przyczyny frontowych żołnierzy.

A odwet za doznane krzywdy, brany wiele lat po wojnie na niemieckich pomnikach i grobach, nie mógł przecież wyrównać rachunku za polskie straty…


Zdzisław Abramowicz



o © 2007 - 2021 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl