Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Tartak

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Dzisiejsze targowisko przy ulicy Komuny Paryskiej, czy - jak wolą niektórzy, ulicy Jeleniogórskiej - to dla starszych mieszkańców Bolesławca teren dawnego tartaku, funkcjonującego tu przed laty.
Tartak

Tartak
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Tartak
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Tartak
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Zakład ten doskonale zapamiętał także Zygmunt Sosnowski z Olkusza, który jako młody robotnik przymusowy trafił pod koniec 1939 roku do pracy w ówczesnym Bunzlau. Właścicielem tartaku był w tym czasie Niemiec o niezbyt germańskim nazwisku Lepski, człowiek w niewielkim stopniu potrafiący posługiwać się językiem polskim.

Przedsiębiorca ten mieszkał z rodziną w dużej kamienicy, stojącej do dnia dzisiejszego po północnej stronie ulicy Komuny Paryskiej, wtedy niemal naprzeciwko głównej bramy tartaku. Obecnie do owego domu przylega warsztat ślusarski.

Biura tartaku ulokowano w budynku, stanowiącym teraz siedzibę bolesławieckiego hufca Związku Harcerstwa Polskiego. Do końca stycznia 1945 roku w suterenie tego administracyjnego obiektu funkcjonowała „jadłodajnia”, serwująca nadzwyczaj mizerne posiłki pracującym w zakładzie robotnikom przymusowym.

Jak wspominał Zygmunt Sosnowski - od czasu do czasu teren tartaku „nawiedzało” kilku wyrostków w mundurach HJ, szykanujących Polaków, utrudniających im pracę – a nawet raniących przymusowych robotników posiadanymi nożami. Na szczęście niemiecki majster o nazwisku Neukirch dostrzegł te popisy nazistowskich smarkaczy i nie bacząc na ich groźby, kierowane także pod jego adresem, wyrzucił młodocianych bandytów z zakładu. Córki Neukircha, przywożąc posiłki ojcu wbrew wyraźnym zarządzenia władz dostarczały czasem także Zygmuntowi i jego kolegom specjalnie przygotowywane kanapki, które pozwalały Polakom chociaż na krótko zapomnieć o głodzie.

Po wojnie tartak podjął pracę już jako polska firma. Jego główny obiekt od początku funkcjonowania stanowiła przestronna hala traków, przez której niemal całą długość przebiegał specjalny kanał, kryjący osadzony w łożyskach ślizgowych długi wał, przekazujący napęd do poszczególnych maszyn. Poruszała go stojąca w osobnym budyneczku lokomobila.

Charakterystycznym punktem firmy był przez całe lata wysoki, ceglany komin, górujący nad tartacznymi zabudowaniami. Odprowadzał on dym z paleniska lokomobili. Maszyna ta robiła wielkie wrażenie na dzieciach, które miały okazję uczestniczyć w szkolnych wycieczkach, oprowadzanych jednak tylko sporadycznie po terenie tartaku.

Zresztą cały obszar zajmowany przez zakład kusił tajemniczymi zakamarkami, znajdującymi się pomiędzy stojącymi sągami różnej tarcicy. Dowożono ją małymi wózeczkami, jeżdżącymi po wąskich torowiskach. Na skrzyżowaniach owych żelaznych tras komunikacyjnych umieszczono niewielkie obrotnice, umożliwiające rozsyłanie konkretnych materiałów do odpowiednich miejsc placu składowego.

Na jego południowej części, zlokalizowanej od strony ulicy Jeleniogórskiej, leżały zwykle długie pnie przeznaczonych do obróbki drzew, zaś po przeciwnej stronie, bliżej przepływającego potoku, widniały żółtawe hałdy trocin. To było miejsce świetnych, chociaż tępionych zabaw. Szło się na tak zwane „troty”, by zjeżdżać tam na portkach po sypkim zboczu - bądź zakopywać w pachnącej lasem świeżej warstwie ścinek. Zakazane igraszki kończył zwykle tubalny głos nadciągającego, ale niezbyt groźnego stróża, po czym następowało wytrzepywanie z odzieży gryzących ciało trocin.

Dozorca mieszkał w zabudowaniach, po których nie ma śladu. Na ich miejscu stoi dzisiaj „Biedronka”. Nim ją wybudowano, znacznie podniesiono poziom podłoża, zasypując przy okazji straszący niegdyś mętną wodą i licznymi pijawkami basenik przeciwpożarowy. Widać je było poprzez niebezpieczne dziury w zbutwiałych deskach, jakimi zbiornik ten był przykryty.

Pracę traków odczuwano nawet w domach przy dzisiejszej ulicy Willowej, rytmiczne drgania ziemi wywoływały bowiem okresowe brzęczenie naczyń. Któregoś roku chłopcy, bawiący się u podnóże powstałej z trocin skarpy, znaleźli dwa przeciwpancerne pociski - chyba kalibru 75 mm. Ich zaśniedziałe pierścienie wiodące znaczyły bruzdy, wyryte gwintem lufy, zaś zapalniki denne pokrywała skorupa rdzy przemieszanej z ziemią. Na szczęście nie doszło do tragedii, mimo że te śmiercionośne, wojenne pamiątki saperzy zabrali dopiero po kilku dniach od zgłoszenia owych znalezisk.

Gdy tartak zakończył działalność, na jego terenie powstały korty tenisowe i duży kompleks, mający służyć dzieciom jako miasteczko ruchu drogowego. Wyasfaltowane dróżki tworzyły skrzyżowania przydatne do nauki. Na miejscu hałdy trocin utworzono zjeżdżalnię saneczkową. Był też tor dla wrotkarzy. Później całą koncepcję zarzucono pozostawiając korty, a resztę terenu przeznaczając na plac handlowy. Jak pokazał czas – było to rozsądne posunięcie, o czym świadczą liczni klienci, dokonujący zakupów na dzisiejszym targowisku. Niektórzy mieszkańcy Bolesławca nadal czasami mówią o nim – to dawny tartak.


Zdzisław Abramowicz



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Wtorek 22 września 2020
Imieniny
Maury, Milany, Tomasza

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości